piątek, 11 kwietnia 2014

"15,16/52 Tygodnie Szczęścia"

Dzisiaj spóźnione posty z promyczków szczęścia, które nas w ostatnich dwóch tygodniach zaczęło opuszczać. Najpierw choroba dzieci, jakaś paskudna infekcja, niewiadomego pochodzenia, górnych dróg oddechowych. Bezsilność wobec widma bankrudztwa, bo wiadomo, że "pieniądze szczęścia nie dają, tym którzy ich nie mają" i ludzkiego chamstwa, biurokratycznej bezduszności...I gdyby nie znajomość z takimi cudownymi osobami jak Wy dawno już zwątpiłabym w całą naszą polską życzliwość i serdeczność. Wiem, wiem, że nie wszystkie blogerki są miłe, ale ja miałam to szczęście, że Was poznałam, a Wy zawsze wspieracie mnie ciepłym i życzliwym słowem. Dziękuję Wam!!! Dziękuję też kilku życzliwym Znajomym z mojego otoczenia, takim od serca, którzy wspierają nas jak mogą dobrym słowem. Nadchodzące Święta raczej wesołe nie będą....
Jedyne pocieszenie to w tym, że dalej mogę smakować każdą chwilę z Najbliższymi, oglądać radosne buźki moich Skarbów, cieszyć oczy budzącą się do życia przyrodą, a uszy ptasimi trelami.
Pozdrawiam i do kolejnego wpisu!!!

środa, 9 kwietnia 2014

Olbrzymi owal

Witajcie moje Drogie Obserwatorki, dziękuję Wam za miłe słowa i za to, że mnie odwiedzacie. Widzę, że cudowności u Was moc się wysypało, dlatego obiecuję w weekend przeznaczyć czas i pooglądać te śliczności.
Dzisiaj chciałam Wam pokazać zapowiadany już wcześniej zamówiony owal. Jest to serweta modułowa w rozmiarach ok. 49x70 cm. Zrobiona na podstawie zdjęcia z internetu przyniesionego przez Znajomą, niestety nie podała mi źródła tego zdjęcia, schemat był tak kiepskiej jakości, że robiłam pierwszą serwetkę na wyczucie i na podstawie tego co udało mi się ze zdjęcia wyliczyć. Serwetka nie jest identyczna z oryginałem bo brak przy niej kilku końcowych okrążeń, bo tak sobie zażyczyła zamawiająca. Zrobiona w kolorze ecru i wyszła tak:
Była raczej niewielka. Teraz inna Znajoma zażyczyła sobie na podstawie tego samego zdjęcia taką big serwetę do wielkanocnego koszyczka na wierzch z białego kordonka Ariadna Muza 10 100g/525m. Ta serweta posiada już zakończenie jak w oryginalnej, ale środek wypełnia więcej i większych różyczek niż w poprzedniej wersji. Oto Moje Drogie ona:
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i że nie zostanę posądzona o plagiat. Pozdrawiam gorąco i do kolejnego wpisu!!!!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Mitenkowe zmówienia

Witam bardzo gorąco i dziękuję za przemiłe słowa. Dawno mnie nie było, ale w miarę możliwości zaglądam na Wasze blogi, mam coraz większy, niestety problem z publikacją komentarzy a nawet postów w związku z moim leciwym sprzętem.
Dzisiaj chciałam pokazać Wam coś co zamówiły sobie moje Córcie. Mam nadzieję, że autor splotu reliefowego nie zarzuci mi plagiatu, bo ludziom coraz bardziej się w głowach przewraca i coraz częściej czytam na blogach moich ulubionych rękodzielniczek o atakach na ich twórczość. Przykre to przykre...
Wracając do tematu kilka dni temu kupiłam ciekawa włóczkę w ilości dwóch motków NAKO Baby Tweed Joyful, kolor nr 35070, na widok której moje Pociechy zaplanowały mi co z tego mam zrobić. Ułatwiło mi to niezmiernie zadanie, bo nie musiałam główkować co i komu mam z niej zrobić.
Zamówiły sobie mitenki i to niekoniecznie na jesień, gdyż wiosna u nas jeszcze dość chłodna. A oto fotorelacja z prac. Z dwóch motków ostał się jeszcze jeden i oto jak ta włóczka wygląda:
 Starsza Córcia zażyczyła sobie mitenki w poniższym fasonie:
Uprzedzałam ją, że nie będą one identyczne, bo włóczka jest melanżowa, a Ona na to, że wie, ale te jesienne kolorki Jej się podobają, a innym nie muszą, bo się nie znają, a poza tym będzie wiedziała, która na prawą, a która na lewą rękę. Ot dziecięca logika.
Młodsza zażyczyła sobie mitenki z paluszkami i miały już dzisiaj swoją premierę, bo z rana u nas dość chłodno było:
Zostało mi jeszcze pomyśleć co z drugiego motka zrobić, ale to już jak skończę serwetę dla Znajomej (kordonek mi się skończył:( i muszę jutro wybrać się na łowy bo u nas na wsi takiego nie kupię). Pozdrawiam Wszystkich gorąco i do kolejnego!!!

niedziela, 30 marca 2014

"14/52 Tygodnie Szczęścia"

Dzisiaj kolejny post z serii promyczków szczęścia. Wiele tych momentów nie da się sfotografować, ale słownie o nich wspomnę. Są to te promyczki, które sprawiają, że czujemy się wspaniale, jeśli coś dla kogoś dobrego i miłego zrobimy. Cieszę się, że w minionym tygodniu udało mi się troszkę pomóc mojej Sąsiadce w pewnej sprawie, udało mi się spełnić życzenie i uradować czyjeś serce, sprawić radość własnym Pociechom, kupując im upragnione książki i wiele, wiele takich drobnostek. Piękna wiosenna pogoda, która sprzyjała pracom w ogrodzie, to dla mnie również promyczki radości.
A to co dało się sfotografować, a co cieszy moje serce i oczy przedstawiam poniżej. Na początek jednak ta może i staromodna i "obciachowa" piosenka, ale uwielbiam zespoły i wykonawców tamtych lat i dla mnie to są najpiękniejsze przeboje na ziemi, a pogoda całego tygodnia tak właśnie optymistycznie mnie nastawiła:
Wiosna na parapecie i zakwitające coraz to nowe storczyki:
Radujące oczy ogrodowe piękności:
Uwiecznione na spacerze oznaki wiosny:
Ten cytrynek to bawił się ze mną w kotka i myszkę, udało mi się go uchwycić w tej mało widocznej pozie, ale i tak mi się podoba:
 Leśna droga:
A tę istotę wypatrzyła moja starsza Pociecha, przyznam, że pomimo iż oddalona od nas jakieś 100 m, to ciężko ją było w tym kamuflażu wypatrzeć, ale Córci się udało:
Pozdrawiam Was Drogie serdecznie, dziękuję za miłe słowa pod poprzednimi wpisami i w miarę możliwości odwiedzam Wasze blogi, nie zawsze z przyczyn technicznych mojego komputera jestem w stanie dodać komentarz, ale podziwiam Wasze prace i lajkuję na FB. Pozdrawiam i do kolejnego!!!!
Na koniec jeszcze jeden klasyk:

czwartek, 27 marca 2014

Mój ulubieniec - Gucio

Nie ma chyba osoby w Polsce z mojego pokolenia, która nie znałaby tej sympatycznej, rezolutnej, żądnej wiedzy i przygód pszczółki Mai. Maja - bo tak się nazywa bohaterka niedzielnej dobranocki moich szczenięcych lat:

W jej cieniu zawsze kryje się Gucio. Wiecznie zaspany, wiecznie głodny i myślący tylko o tym, żeby jak najszybciej zaszyć się w jakiś kwiatowy kielich, żeby Maja go nie znalazła. Tak sobie myślę, że w każdym z nas tkwi taka Maja i Gucio razem. Nie wiem jak Wy, ale ja potrafię w ciągu jednego dnia być i Mają i Guciem. Potrafię zerwać się rano radośnie z łóżka i zapałem do wszelkiej pracy, by popołudniu marzyć już o drzemce poobiedniej i błogim lenistwie.
Dlatego dzisiejszy post poświęcam Guciowi - niedocenianemu przyjacielowi Mai, a przecież tak wspaniale się razem uzupełniają.
W ramach odpoczynku po bieżniku a przed kolejnym wielkim wyzwaniem, na prośbę Koleżanki wykonałam breloczek dla Jej znajomej. Robiłam go bez schematu i wiem, że daleki jest od oryginału i ideału czy od maskotek formatu Wiki, Bogusi czy Kasi czy innych niewymienionych a wspaniałych rękodzielniczek. Nie mam nawet pojęcia czy się spodoba zamawiającej, ale co mi tam....
Oto Moje Drogie - Gucio we własnej szydełkowej osobie. Ma z grzywką i nóżkami 5,5 cm (bez czułek):
 Bardzo nieśmiały i od razu próbował schować się w kępce fiołków, a może już był głodny? Kto wie?
Dlatego też, żeby mi nie odleciał dostał swój paseczek i już jako breloczek pozował do zdjęć pomiędzy kwiatami storczyka.
Dziękuję za komentarze odnośnie bieżnika, cieszę się, że Wam i Zamawiającej bardzo się podoba. Pozdrawiam gorąco i wkrótce na dłużej zatrzymam się na Waszych blogach, bo z tego co widzę to same wspaniałości pokazujecie. Dodam, że moja starsza Córcia obserwuje Was regularnie i donosi mi o Waszych nowościach. Trzymajcie się zdrowo i do kolejnego!!!!